Łukasz Borowiecki on Linkedin
Łukasz Borowiecki
Co-founder and CEO at 10 Senses | AI Sector Expert at Digital Poland Foundation
Delivering value with data & AI
Marek Zielinski on Linkedin
Marek Zielinski
Co-founder at 10 Senses
Helping you with Process mining, IoT and data

 

W cieniu wysiłków polskich władz oraz służb medycznych w walce z koronawirusem odbywa się inna walka. Mniej spektakularna i opierająca się na technologii. Mianowicie, w 2020 roku wykorzystanie smartfonów i mobilnego internetu jest częścią codziennego życia. Jesteśmy w punkcie, w którym technologie te mogą zostać wykorzystane do walki z epidemią COVID-19. Kierunek przetarły już kraje azjatyckie, a teraz po te narzędzia zaczynają sięgać państwa w innych częściach świata, w tym w Europie. Również Polska pracuje nad wypracowaniem tego rodzaju narzędzi. Np. aplikacja „Kwarantanna domowa” monitoruje przestrzeganie reguł kwarantanny, a Rząd RP pracuje nad zbieraniem oraz coraz lepszym wykorzystaniem danych od operatorów telekomunikacyjnych.

Naszym zdaniem technologie te powinny być wykorzystywane, jednak mają one też bardzo wyraźne ograniczenia, których trzeba być w pełni świadomym. Wiele z pomysłów na ich zastosowanie w walce z COVID-19 się nie zmaterializuje, ponieważ wdrożenie ich wymaga rozległej infrastruktury oraz integracji wielu różnorodnych systemów. W poniższym tekście omawiamy wykorzystanie technologii geolokalizacyjnych oraz technologii komunikacji bezprzewodowej, jak Bluetooth czy Wi-Fi i i przedstawiamy nasz komentarz

„Nie można oczekiwać, że wykorzystanie danych mobilnych zastąpi człowieka. Najważniejsza jest koordynacja zespołów walczących z pandemią COVID-19. Dane mogą co najwyżej wesprzeć nas w tej walce.”

 

Streszczenie

Zastosowania smartfonów

Identyfikacja potencjalnie zarażonych. Co w sytuacji, gdy zdiagnozowaliśmy właśnie nowy przypadek koronawirusa? Chcemy ustalić kto mógł potencjalnie zostać zarażony w ciągu ostatnich 2-3 tygodni. Dzięki wykorzystaniu technologii mobilnych potencjalnie możliwe jest sprawdzenie danych o niedawnych „bliskich kontaktach” zarażonego. Przykładowo, w Singapurze w tym celu rząd przygotował aplikację TraceTogether  1 . W Europie podobnym rozwiązaniem jest system zaproponowany przez zespół PEPP-PT 2. Zaletą rozwiązania PEPP-PT jest to, że zakłada wymianę informacji pomiędzy państwami, nie jest ono specyficzne dla pojedynczego kraju.

Monitorowanie przestrzegania kwarantanny. Smartfon umożliwia też sprawdzenie czy użytkownik utrzymuje kwarantannę i faktycznie przebywa tam gdzie powinien, czyli w miejscu wyznaczonym do izolacji. Oddalenie się od tego miejsca może być odnotowywane i generować powiadomienie do zespołu walczącego z pandemią. Rozwiązanie takie zostało zastosowane m.in. w Korei Południowej, gdzie w przypadku kwarantanny zaleca się pobranie aplikacji monitorującej poruszanie się użytkownika 3. Podobnie postąpił rząd RP udostępniając aplikację kwarantanna domowa, która ma sprawdzać, czy osoba przestrzega jej reguł. Użytkownik dostaje smsem zadanie do wykonania, na które ma 20 minut. Przeważnie jest to zrobienie sobie zdjęcia w miejscu kwarantanny. W przeciwieństwie do dobrowolnej aplikacji koreańskiej, korzystanie z rodzimego rozwiązania jest obowiązkowe.

Określenie skupisk choroby. Nasze smartfony jak też wiele innych urządzeń IoT, jak np. smartwatche zostawia w przestrzeni publicznej informacje o naszym zachowaniu. Niektóre z tych danych mogą posłużyć do nałożenia na siebie wyników dla wielu chorych, co z kolei sprawia, że jesteśmy w stanie zwizualizować miejsca o podwyższonym ryzyku zarażenia. Może to pozwolić zespołom walczącym z pandemią lepiej monitorować sytuację oraz identyfikować potencjalnie ogniska choroby.

Technologie

Niewielki smartfon w naszej kieszeni to w praktyce potężne narzędzie, które w powiązaniu z innymi dostępnymi technologiami, dostarcza cały pakiet rozwiązań geolokalizacyjnych. Wymieńmy je:

  • Bluetooth Low Energy (BLE). Pozwala na komunikację oraz identyfikację urządzeń korzystających z BLE w obrębie do maksymalnie 100 metrów. BLE jest bardzo ważne w całym miksie technologicznym, ponieważ to właśnie w oparciu o tę technologię budowane są obecnie aplikacje identyfikujące kontakty pomiędzy osobami (a więc też potencjalnie przypadki transmisji choroby).
  • Nawigacja satelitarna (GNSS). Najbardziej oczywistym elementem układanki jest geolokalizacja satelitarna GNSS (Global Navigation Satellite System), potocznie znana również jako GPS, co jest nazwą rozwiązania amerykańskiego. Pozwala ona na identyfikację położenia z precyzją do kilku metrów.
  • Geolokalizacja Wi-Fi lub za pomocą sieci Beaconów. Dzięki łączeniu się z lokalnymi punktami dostępowymi Wi-Fi lub Beaconami możliwe jest określenie położenia użytkownika w stopniu porównywalnym lub nawet dokładniejszym niż z GNSS. Rozwiązanie to, do działania potrzebuje jednak gęstej sieci takich urządzeń. Najlepiej sprawdza się w dużych miastach, gdzie faktycznie może istnieć już odpowiednia infrastruktura.
  • Stacje bazowe sieci komórkowych. Gdy telefon komórkowy lub urządzenie z kartą SIM pozostaje w zasięgu nadajnika GSM lub LTE, fakt ten jest odnotowywany przez operatora telekomunikacyjnego. Dzięki temu potrafi on określić mniej więcej, gdzie znajduje się użytkownik. W miastach rozwiązanie to może działać z precyzją do kilkudziesięciu metrów.
  • Kody QR. Kamery urządzeń mobilnych, np. w smartfonie mogą odczytywać kody QR co jest kolejnym rozwiązaniem pozwalającym na odnotowanie faktu przebywania użytkownika w danym miejscu.

Jak widzimy, lista technologii pozwalających na identyfikację położenia użytkownika telefonu jest obszerna. Spośród nich wszystkich to BLE na smartfonach jest technologią, która wydaje się być najbardziej dostępna i szybka do wdrożenia. Aby stworzyć jeden spójny system odnotowywania bliskich kontaktów na poziomie nawet wielu krajów, możemy skorzystać z istniejącej już infrastruktury oraz wielu gotowych bloków. Pozostałe technologie to tak naprawdę mniej lub bardziej precyzyjne techniki geolokalizacji.

„To smartfon i technologia Bluetooth, wydają się być teraz najodpowiedniejszą platformą do zbudowania systemu odnotowywania bliskich kontaktów. Aby szybko stworzyć rozwiązanie na poziomie wielu krajów, skorzystajmy z już istniejącej infrastruktury oraz gotowych bloków.”

 

Identyfikowanie potencjalnie zarażonych

Aktualnie wiele państw pracuje nad skopiowaniem rozwiązań singapurskich i wdrożeniem aplikacji, która umożliwiałaby odnotowywanie bliskich kontaktów wykorzystując BLE. Jednak zanim dotrzemy do punktu, w którym wyciśniemy pełnię potencjału z tej technologii musimy stawić czoło kilku wyzwaniom.

Niewystarczająca liczba instalacji aplikacji mobilnej. W Singapurze aplikacja TraceTogether została pobrana przez około 1 mln osób 4. To dużo, ale też bardzo mało. W Singapurze mieszka 5,6 mln osób. Oznacza to, że tylko mniej więcej 18% obywateli korzysta z aplikacji. Co więcej, aby zidentyfikować, że bliski kontakt pomiędzy dwoma osobami miał miejsce, to obydwie z tych osób musiałyby mieć zainstalowaną aplikację. Można zakładać, że dzieje się tak tylko w 3% przypadków (liczone jako 18% x 18%). Nawet gdyby odsetek osób, które zainstalowały aplikację był wyższy to i tak liczba odnotowywanych bliskich kontaktów pomiędzy ludźmi byłaby tylko częściowa. Załóżmy, że 50% obywateli miałoby zainstalowaną aplikację. Nawet wtedy okaże się, że tylko to co czwarty bliski kontakt byłby odnotowywany. W podobnym tonie wypowiada się Lawrence Wong, Minister Rozwoju Narodowego w Singapurze. Jego zdaniem, aby aplikacja była skuteczna trzy czwarte populacji powinno z niej korzystać [4].

Wpływ ilości instalacji aplikacji (procent obywateli) na możliwości zarejestrowania bliskich kontaktów (prawdopodobieństwo zarejestrowania bliskiego kontaktu)

 

Szacowanie odległości pomiędzy dwoma telefonami za pomocą BLE nie jest wystarczająco precyzyjne. Niestety technologia Bluetooth nie została oryginalnie stworzona w celu mierzenia dystansu, a jej implementacja w telefonach komórkowych skupia się przede wszystkim na oszczędzaniu baterii. Powoduje to, że pozwala ona określić co najwyżej, że niektóre rzeczy znajdują się raczej bliżej niż dalej i nie daje nam dokładnego pomiaru w rodzaju „drugie urządzenie BLE znajduje się w odległości 130 cm”. Co prawda istnieją metody oszacowania tej odległości na podstawie siły odbieranego sygnału, ale ich precyzja zależy od bardzo wielu czynników, które trudno kontrolować.

  • Na pomiar wyraźnie wpływa otoczenie – liczba innych nadajników oraz elementów zakłócających sygnał 5.
  • Na to nakładają się różne wersje modułów BLE
  • oraz różnice w systemach operacyjnych stosowanych na komórkach.

Powoduje to, że w różnych sytuacjach, zależnie od modelu smartfona, skuteczność w wykrywaniu „spotkań” z innymi urządzeniami BLE może być bardzo różna 6. Przykładowo, aplikacja TraceTogether dokonuje estymacji odległości na podstawie wahań siły sygnału Bluetooth. Nie wiemy jednak jak dokładne są te pomiary i ile takich „spotkań” telefonów faktycznie udaje im się odnotować.

Co to oznacza w praktyce? Wykorzystanie BLE, aby dotrzeć do osób, które miały kontakt z nosicielem wirusa to rozwiązanie, które potencjalnie może być narzędziem do walki z COVID-19. W praktyce jednak zastosowanie tej technologii wiąże się z wieloma wyzwaniami, chociażby tymi opisanymi powyżej. Nawet w Singapurze jest to jedynie jedno z narzędzi, które wykorzystują do prób kontrolowania rozprzestrzeniania się wirusa. Sam zespół TraceTogether stoi na stanowisku, że rozwiązanie to nie jest substytutem dla wywiadu epidemiologicznego przeprowadzanego przez człowieka i może być jedynie komplementarne wobec jego pracy 7.

 

Photo by SpaceX on Unsplash

Geolokalizacja raczej nie pomoże w wyszukaniu konkretnych zarażonych

Potencjalnie wykorzystanie danych geolokalizacyjnych mogłoby pomóc w znalezieniu osób narażonych na zarażenie wirusem SARS-CoV-2. Skoro geolokalizacja pozwala znaleźć miejsca, gdzie przebywał nosiciel lub chory, to można również znaleźć inne osoby, które przebywały w tym samym miejscu w tym samym czasie. Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego w praktyce jest to trudne zadanie.

Dane ze stacji bazowych sieci komórkowych nie wystarczą. Potencjalnie najprościej byłoby poprosić operatorów sieci komórkowych o lokalizację na podstawie stacji bazowych. Czyli identyfikujemy, gdzie osoba się znajduje, bo wiemy z którą stacją bazową łączy się jej urządzenie posiadające kartę SIM. Nie wymaga to aplikacji i obejmuje wszystkich korzystających z telefonów komórkowych, w tym też korzystających z telefonów klasycznych nie będących smartfonami, a nawet urządzenia takie jak smartwatch. Niestety, biorąc pod uwagę cel jakim jest identyfikacja bliskiego spotkania (czyli dwóch osób w odległości rzędu 1-2 metrów od siebie) to w praktyce dane geolokalizacyjne z nadajników sieci komórkowych nie są wystarczająco precyzyjne, aby ten cel zrealizować. Faktycznie pozwalają nam zwizualizować, gdzie chory przebywał, co może być pomocne. Jednak będą to informacje w rodzaju „w tej okolicy”, „mniej więcej na jednej z tych dwóch ulic”. Możliwe, że w centrach niektórych dużych miast osiągniemy nawet dokładność do kilku metrów, ale już na terenach niezabudowanych, czy na wsiach ta dokładność spadnie do kilkuset metrów. Jest to za mało, aby wskazać, kto mógł być w kontakcie z chorym, który przebywał na danym obszarze. Dane te nie przydadzą się również do odnotowywania bliskich kontaktów wewnątrz wielopiętrowych budynków.

Trudności z gromadzeniem i integracją danych z wielu źródeł. Rząd mógłby również poprosić o dane od dostawców innych aplikacji, które są zainstalowane na smartfonach. Mógłby również zwrócić się do dostawców Internetu, integratorów lokalizacji wifi, czy dostawców Beaconów. Tutaj jednak problemem jest niekompletność tych danych. Co więcej, integracja danych od różnych dostawców, pochodzących z różnych aplikacji może sprawiać duże trudności i wymagać czasu. Pojawia się też bardzo ważna kwestia ochrony prywatności. Takie działania polegające na gromadzeniu dużych ilości danych o obywatelach wymagałyby poparcia społecznego, aby w dłuższej perspektywie nie niszczyć zaufania obywateli do instytucji państwowych. To wszystko oznacza, że rząd dysponuje danymi geolokalizacyjnymi w bardzo niewielkim zakresie.

Najprościej wykorzystać jedną aplikację. Nie jest to jednak takie proste. Aktualnie nie ma powszechnej aplikacji zbierającej dane z GNSS na potrzeby walki z koronawirusem. Jedyną aplikacją wykorzystującą w pewien sposób geolokalizację do tego celu jest Kwarantanna domowa i korzysta z niej około 100 tys. użytkowników. Są to jednak tylko osoby podlegające kwarantannie.

Analiza danych geolokalizacyjnych nie jest zadaniem trywialnym. Dość łatwo jesteśmy w stanie zwizualizować drogę, którą przemieszczał się chory, ale nie jest to aż tak wielką pomocą, jak może sie wydawać. Na pewno jest to materiał, z którego mogą skorzystać pracownicy służb, aby lepiej zrozumieć, gdzie chory wcześniej przebywał, jednak nie jest to narzędzie, które umożliwia zbudowanie wysoce skutecznego algorytmu do wyszukiwania potencjalnie zarażonych. W praktyce trudno jest też stworzyć reguły, które musiałyby zostać spełnione, czy może też zbudować model, na podstawie którego dałoby się określić, że bliski kontakt faktycznie miał miejsce.

Jak widać, wykorzystanie powyżej opisanej technologii do znajdowania osób, którym nosiciel lub chory potencjalnie przekazał wirusa jest zadaniem trudnym. W praktyce geolokalizacja może służyć jako wsparcie, aby uzupełnić informacje pozyskane od chorego.

„Biorąc pod uwagę potrzebę identyfikacji bliskiego spotkania w kontekście COVID-19 na terenie całego kraju, dane geolokalizacyjne, nawet zebrane z różnych źródeł, nie wystarczą, aby ten cel zrealizować.”

 

Sprawdzenie przestrzegania kwarantanny

Przejdźmy teraz do sytuacji, w której mamy osobę na kwarantannie. Nie może ona opuszczać np. własnego mieszkania albo wręcz pokoju. Dzięki geolokalizacji teoretycznie moglibyśmy odnotować niektóre sytuacje, gdy chory łamie kwarantannę i porusza się w miejscach publicznych, wtedy kolejnym krokiem byłoby generowanie powiadomienia i np. wysłanie w to miejsce patrolu policji. Istotną kwestią pozostaje tutaj określenie, kiedy następuje złamanie kwarantanny. Obecnie nie ma rozwiązania na tyle powszechnego, aby udało się zweryfikować każdą taką sytuację. Jeśli przyjrzymy się rozwiązaniom geolokalizacyjnym pojedynczo to zwyczajnie nie są one wystarczająco precyzyjne. Pomimo, że koncepcyjnie można by opracować taki system to jego wdrożenie wymagałoby integracji danych z wielu różnorodnych systemów oraz olbrzymich nakładów na infrastrukturę.

Przykład aplikacji „Kwarantanna domowa” pokazuje, że można podejść do problemu nieco inaczej i zaadresować go korzystając np. również z kamery telefonu. System sprawdza, czy ktoś przestrzega kwarantanny niejako „na żądanie”, wysyłając użytkownikowi prośbę wykonania konkretnego zadania – np. zrobienia zdjęcia w konkretnym miejscu. Aplikacja na telefonie sprawdza, czy lokalizacja zgadza się z tą przypisaną do zadania, użytkownik wykonuje zdjęcie, które następnie przesyła do systemu. Zdjęcie sprawdzane jest przez operatora i może zostać oflagowane.

Wiele osób nie korzysta ze smartfona, szczególnie osoby starsze

Bardzo praktycznym problemem, który ogranicza możliwości wykorzystania danych do walki z COVID-19 jest fakt, że nadal bardzo dużo osób nie korzysta ze smartfonów. Aby nakreślić problem posłużę się danymi z badania UKE z 2019 roku 8. Według tego badania tylko 71% Polaków powyżej 15 roku życia korzystało ze smartfonów. Z tradycyjnych telefonów komórkowych nadal korzystało 22%, a aż 7% w ogóle nie posiadało telefonu komórkowego.

Jest to ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, bez smartfona trudno o geolokalizację. Z kolei w przypadku tradycyjnego telefonu komórkowego jedyna metoda geolokalizacji to wykorzystanie stacji bazowych, a to może być na niektórych obszarach bardzo nieprecyzyjne. Znowuż w przypadku braku jakiegokolwiek urządzenia z kartą SIM nie możemy skorzystać z powyższych metod w celu ustalenia położenia danej osoby. Drugi powód, który warto podkreślić, to fakt, że osoby, które nie posiadają smartfonów to przede wszystkim ludzie starsi, czyli grupa najbardziej narażona na ciężki przebieg choroby układu oddechowego zwanej COVID-19. Według badań UKE w grupie wiekowej powyżej 60 lat tylko 31% korzystało ze smartfona w 2019 roku.

Struktura korzystania z usług telefonicznych w 2019 roku

C:\Work\10senses\10 Senses sp. z o.o\Marketing\COVID-19 Tracking\img\2020-04-09 Struktura korzystania z usług telefonicznych w 2019 roku.png

Źródło: UKE [8]

To oznacza, że nawet jeżeli będziemy mieć aplikację wykorzystującą wymienione powyżej technologie geolokalizacyjne, to i tak może się okazać, że nie są one dostępne dla dużej grupy Polaków. Wiele codziennych interakcji przenoszących wirusa pomiędzy ludźmi nie zostanie za pomocą tych technologii uchwyconych.

Działania bez smartfona. Powyższe wyniki pokazują, że nawet w czasach big data oraz nowoczesnych technologii IT, telefony stacjonarne oraz telefony mobilne niebędące smartfonami nadal są ważnym elementem, który należy brać pod uwagę. Właśnie dlatego ciągle tak ważny jest człowiek. Może to być np. członek zespołu walczącego z COVID-19, który podnosi słuchawkę, dzwoni do konkretnej osoby, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, czy nie ma problemów ze zdrowiem i czy nie jest potrzebna pomoc.

„Nadal spora część Polaków nie posiada smartfona lub w ogóle telefonu komórkowego, więc w kontekście walki z COVID-19 telefony stacjonarne oraz telefony mobilne niebędące smartfonami wciąż są ważnym elementem, który należy brać pod uwagę”

Dane i technologia to tylko wsparcie

Podsumowując niniejszy artykuł, trzeba zaznaczyć, że w mediach wciąż słyszymy o wykorzystaniu danych ze smartfonów do walki z rozprzestrzenianiem się pandemii COVID-19, jednak jak opisaliśmy w powyższym tekście, technologie te posiadają duże ograniczenia. Wymagają posiadania przez użytkownika smartfona, który spełnia minimalne wymagania techniczne oraz zainstalowania konkretnej aplikacji.  Wykorzystanie danych geolokalizacyjnych wymaga daleko idących integracji danych, jest wysoce skomplikowane, a praca z nimi to duże wyzwanie. Nawet sprawne rozwiązanie odnotowujące bliskie kontakty będzie stanowić jedynie uzupełnienie prac zespołów walczących z COVID-19.

Finalnie nic nie zastąpi codziennego wysiłku koordynatorów oraz specjalistów. Walka z pandemią z dnia na dzień wymaga podejmowania szeregu trudnych decyzji, a te mogą zostać podjęte wyłącznie przez ludzi. W momencie zdiagnozowania choroby to człowiek musi przeprowadzić wywiad i ustalić z kim chory miał kontakt. Uściśnięcie dłoni lub kaszel, gdy ktoś stoi w kolejce w grupie ludzi to zdarzenia, które niezmiernie trudno uchwycić za pomocą powszechnie dostępnych technologii, a jeszcze trudniej zrobić z nich użytek w kontekście COVID-19. Zazwyczaj to chory wie najlepiej kogo mógł zarazić i właśnie drugi człowiek musi pozyskać tę informację od niego. Dane z geolokalizacji mogą uzupełnić taki wywiad, ale go nie zastąpią.

„Dane z IoT można zaprząc do walki z COVID-19, ale praca z tego rodzaju danymi to duże wyzwanie. Trzeba zintegrować ze sobą wiele różnorodnych źródeł, od wielu dostawców. Ale czy uchwycimy uściśnięcie dłoni, albo czyjś kaszel?”

Podobnie w przypadku kwarantanny. Technologia może nam pomóc zidentyfikować złamanie jej, ale nie będzie to zabezpieczenie stu procentowe. Nadal nie można wyjąć z tego równania człowieka. Osoba poddana kwarantannie powinna być w stałym kontakcie z koordynatorem, aby weryfikować jej stan zdrowia zarówno fizycznego jak i psychicznego, tak jak ma to miejsce chociażby w Korei Południowej [3].

W walce z COVID-19 to ludzie są najważniejszym elementem, a koordynacja pracy wielu zespołów jest kluczem do wygranej. Technologia jest ważna, powinniśmy z niej korzystać, ale musimy również pamiętać, że jest ona uzupełnieniem pracy ludzkiej.

 

Chcielibyśmy też podziękować Piotrowi Mieczkowskiemu za inspirację i pomoc merytoryczną.

 

Drogi czytelniku, prosimy Cię o udostępnienie tego posta dalej na mediach społecznościowych, bo wierzymy, że jest to ważny temat (nawet jeśli nie zgadzasz się z opiniami, które tu przedstawiliśmy)

 

 

A jeśli chciałbyś nas zacytować, możesz szybko skopiować poniższy tekst:

Cite this article as: Łukasz Borowiecki, Marek Zielinski “Technologie IoT w walce z COVID-19. O czym powinniśmy pamiętać?,” 10 Senses, 2020-04-08, http://10senses.pl/blog/technologie-iot-w-walce-z-covid-19-o-czym-powinnismy-pamietac/.

 

 

Bibliografia:

 

  1. T. M. A. H. See Kit, “Singapore launches TraceTogether mobile app to boost COVID-19 contact tracing efforts,” 2020. [Online]. url: https://www.channelnewsasia.com/news/singapore/covid19-trace-together-mobile-app-contact-tracing-coronavirus-12560616.
  2. PEPP-PT, “Overview: How We Preserve Privacy and Maintain Security,” 2020. [Online]. url: https://www.pepp-pt.org/content.
  3. M. S. Kim, “South Korea is watching quarantined citizens with a smartphone app,” 2020. [Online]. url: https://www.technologyreview.com/s/615329/coronavirus-south-korea-smartphone-app-quarantine/.
  4. C. Chong, “About 1 million people have downloaded TraceTogether app, but more need to do so for it to be effective: Lawrence Wong,” 2020. [Online]. url: https://www.straitstimes.com/singapore/about-one-million-people-have-downloaded-the-tracetogether-app-but-more-need-to-do-so-for.
  5. L. J. Y. S. A. Shu, “Face-to-Face Proximity EstimationUsing Bluetooth On Smartphones,” 2014 [Online]. url: https://doi.org/10.1109/TMC.2013.44.
  6. H. o. i. Cho, “Measuring a Distance between Things with Improved Accuracy,” 2015. [Online]. url: https://doi.org/10.1016/j.procs.2015.05.119.
  7. TraceTogether, “How does TraceTogether measure distance and duration of contact? What thresholds constitute close contact?,” [Online]. url: https://tracetogether.zendesk.com/hc/en-sg/articles/360044849834-How-does-TraceTogether-measure-distance-and-duration-of-contact-What-thresholds-constitute-close-contact-.
  8. UKE, “Badanie opinii publicznej w zakresie funkcjonowaniarynku usług telekomunikacyjnychoraz preferencji konsumentów. Raport z badania klientów indywidualnych,” 2019. [Online]. url: https://www.uke.gov.pl/akt/badania-konsumenckie-2019,286.html.